….

plan na dziś bardzo ambitny…
najpierw wypożyczenie motocykla a później Santa Monica….Beverly Hills i oczywiście Hollywood:)))
filmowa podróż…..a mój Kocurek jest dziś najważniejszym aktorem dnia:)))
kto wie….może z jakąś nagrodą wróci…

a u nas ostatni dzień sierpnia….
od jutra wracamy do bardzo wypełnionego planu dnia….
koniec laby….czas na naukę….
oby Młodej bardzo się chciało….
bo teraz to już szósta klasa….
nie ma taryfy ulgowej…..nawet przez chwile….
od pierwszego dnia ruszamy ostro z kopyta…

obyśmy dotrwali do końca…..

….

California dreams…i Los Angeles…..Miasto marzeń….
miasto gwiazd i gwiazdeczek….

być może gdzieś tam po ulicy chodzi Vin Diesel….
albo prawdziwy Terminator…..:))

wolałabym jednak spotkać tego pierwszego….:))
Kocurek pewnie wolałby Arniego….:P

a u nas ostatni weekend wakacji….upalny weekend….
czyli taki jak lubię…

ku mojemu porannemu przerażeniu ilość siwych włosów okazała się jeszcze większa niż wczoraj…
spodziewałam się, że pod czas nieobecności Jareckiego będę siwieć…..ale nie sądziłam, że aż w takim tempie…
na szczęście ludzie wymyślili farby do włosów…:)

samopoczucie trochę lepsze….
siły powoli wracają…
nie miałam ich dość żeby pojechać do Krużewnik…..
może za tydzień się uda….

tymczasem odpoczywam prze kolejnym ciężkim tygodniem….

Arizona i Wielki Kanion….
446 km długości i 1600 głębokości….
piękno w całej swojej krasie….

a później kierunek Nevada …….i Las Vegas
miasto gier hazardowych oraz wyszukanych restauracji….czyli jak mówią Miasto Grzechu…

oby Kocurkowi nie przyszło do głowy żeby w jakikolwiek sposób tam grzeszyć:PPP
bo rozgrzeszenia nie będzie…..

za to u mnie dziś popołudniu nastąpił spadek endorfiny….
mały kryzys….
z tęsknoty…..braku chyba wszystkiego…..
i złość na samą siebie, że nie umiem cieszyć się z tego co mam…
i że nie umiem zapanować nad emocjami…
za to młoda zachwycona ogłada Eskę i wielki koncert ze Szczecina….
i co chwile z okrzykiem radości komentuje to co się dzieje na scenie….
fajnie być takim zadowolonym dzieckiem….

…..

Oljato Monument Valley…koniecznie trzeba zobaczyć….
wzgórze piaskowców i płaskowyże aż po zachwyt…
widok słynnej drogi z Foresta Guma….
17 kilometrów drogi gruntowej po które mam nadzieje Webster pobiegł niczym Forest….
ta droga nie tylko nadaje się do biegu…..ale i do jazdy motocyklem…..
i aż troszkę żałuję, że mnie tam nie ma….

żałuje też, że nie mam kontaktu z Piotrem K.
posłuchałabym znowu jak gra na gitarze….
jak opowiada o swoich podróżach…przygodach
to jedna z niewielu osób z przeszłości, której mi brakuje….
jak widać drogi do niektórych osób nie da się znaleźć….
bo niektóre drogi są niewidoczne dla naszych oczu…..

…..

najpierw skocznie na których Adaś Małysz zdobywał medale …..
kolejny etap Utah a później Arches i piękne łuki skalne…
mój Kochany Kocurek na zdjęciach wygląda na zadowolonego ale chyba mi troszkę schudł….
znowu…
jak tak dalej pójdzie to będę przy nim wyglądać jak wieloryb…

miałam w planach zgubić przez te 3 tygodnie kilka kilogramów a tu ledwie pół kilograma ubyło….
i raczej na tym się skończy bo za bardzo lubię różne smakołyki….
tyle przyjemności jest w jedzeniu…
za to pomoc przyjacielska przy otwarciu słoika ogórków okazuje się niezbędna…
dobrze mieć przyjacielskiego rowerzystę w pobliżu…

……

Salt Lake City…..
nie było na mapie wśród propozycji, ale skoro miejscowi mówią, że warto to znaczy , że warto….
po drodze przynajmniej można pooglądać bizony….
młoda żartuje, że Ją oglądają…:))
bo od małego umie nosem poruszać tak, że śmiejemy się że mamy w domu małego bizona:)))

co do rozmowy to poszło łatwiej niż myślałam….
wszystko wyjaśnione….wytłumaczone…..
zarobku dodatkowego jednak nie będzie ale atmosfera została wyczyszczona…
okazało się , że treść przekazanych informacji jednak troszkę inna była….
czyli pogawędzić nadal będzie można…..
i bardzo dobrze….

za to pod rondlem propozycje dostałam …wręcz nie do odrzucenia….
a mimo to odmówiłam….
podchodzi do mnie facecik…..z uśmiechem ogromnym na twarzy i pyta:
czy chciałaby Pani pójść ze mną na wino???!!!
no nie chciałam…..podziękowałam i odmówiłam……ale rozbawił mnie tym przeogromnie….

grunt to pozytywne podejście…..do wszystkiego:)))

…..

Sturgis- Południowa Dakota….święte miejsce dla motocyklistów…
tam to dopiero zjeżdżają tłumy na zlot…..
u nas zachwycają się jak osiągniemy ilość 3 tysięcy na rozpoczęcie sezonu a tam ta ilość jest przekroczona kilkukrotnie….i to się nazywa zlot motocykli:)))
chciałabym kiedyś zobaczyć to na żywo…..
nie żebym była zainteresowana malowaniem sobie biustu:PPPP
ale tyle maszyn w jednym miejscu to musi być moc…..

aczkolwiek Crazy Horse też wygląda pięknie:))

w pracy bez zmian….na przemian nerwowo i głupkowato…..
a ja zapuszczam korzenie przy ksero…tyle tego jest….
a to dopiero drugi segregator pękł…..
nawet nie liczę ile przede mną…
lewy bark zaczyna odmawiać posłuszeństwa….

za to nerwy przed jutrzejszą rozmową w coraz gorszym stanie…
mimo że nic złego nie zrobiłam….
ale mam dziwne przeczucie, że od jutra już nie będzie się tak miło gawędziło z księgową….
a szkoda…..bo to fajna babka…

coś się kończy…..coś się zaczyna

….

no to jest znak….i nie dymny tylko nowoczesny….e-mailowy:))

podobno tamtejsi kowboje są bardzo życzliwi….
i oby tacy byli na każdym odcinku drogi….a nie tylko w Sturgis :))

młoda z jednej strony się stara a z drugiej bez kija nie podchodź….
muszę przywyknąć….bycie nastolatką jest bardzo stresujące….
nie wiem tylko dla kogo bardziej…dla rodziców czy dla dzieci….

pierwszy dzień po urlopie w związku z dużą ilością dokumentów do przygotowania upłynął bardzo szybko….nawet dobrze…..
jak każdy będzie leciał tak szybko to prędzej minie te 23 dni….:))

tylko z tym zajęciem dodatkowym a co za tym idzie dodatkowym zarobkiem to chyba nic nie wyjdzie….
inaczej się umawiałam a co innego dziś usłyszałam….
jak już mówiłam wcześniej…nie będę robić nic bez wiedzy….
nie w nadgodzinach…tylko oficjalnie….i tylko tyle ile było w umowie….
a nie na takich zasadach , że teraz za całą działkę odpowiadam….
bo z tego co pamiętam zgodziłam się tylko na jedną grządkę!!!

 jeszcze nawet nie przyszło a już poszło…..

w środę po dogłębnej i pewnie niezbyt miłej rozmowie wszystko się rozstrzygnie….

….

dzień trzeci……
przejazd z Rochester do Rapid City…..
927 km……
i póki co zero wiadomości……
nawet najmniejszych znaków dymnych…..
muszę czekać…

dzisiejszy dzień taki piękny…słoneczny i pogodny…..
oraz rozleniwiony…..
ostatni dzień urlopu spędziłam na właściwie nic nierobieniu….
nie licząc podstawowych czynności jakimi było zrobienie posiłków….
nie koniecznie dla siebie ale młoda przecież jeść musi ….

a od jura ruszam pełną parą….
i trochę się obawiam ilości spraw do załatwienia….
staram się wyzbyć chęci oceniania i marudzenia….
skoro trzeba to zrobić to trzeba i tyle…..

szóstki nie trafiłam więc trzeba w pocie czoła zapracować na spełnianie marzeń….

Etap na dziś…….muzeum Harley-Davidson w Milwaukee….
ciekawe czy Moje Słońce skończył zwiedzanie dobrowolnie czy został wyprowadzony siłą:)))
wcale mu się nie dziwię….też bym nie wiedziała w którą stronę spoglądać…..

za to ja oglądam właśnie gang dzikich wieprzy….
jakby specjalnie dla mnie dziś puścili w TV ….
i zastanawiam się , który z nich to Słonce a który to Webster…:PPP
i uśmiech nie schodzi mi z twarzy….
dobre kino na rozluźnienie…

kiedy jeśli nie teraz???!!!