no to pierwszy dzień jak mam net w domu….
a mnie jak na złość głowa boli i to tak paskudnie że nawet ochoty kusić nikogo w necie nie mam…
 a jak ja już ochoty kusić nie mam to musi być źle…:P

przynajmniej pewien słodki książe może być spokojny że mu nikt kobiety nie zbałamuciPP
zresztą aktualnie nawet jesli ktoś by chciał spróbowac to życze powodzenia….
ale obawiam się że i tak nie da rady….:P

za to ostatnio bardzo uważnie śledze Skazanego…z każdym odcinkiem film jest coraz ciekawszy:PP
aż się kolejnych doczekac nie mogę….:PPP

a jak tam na rozesłach?
bo mimo ze jeden drugiemu cos tam sobie pokazują to Piotr muszę Cie pocieszyć że nie jesteś juz tym największym maruda….
aktualnie Jarecki bije Cie na glowe…:PPP
tak dokładnie to nie pamiętam juz dlaczego ale napisać miałam….to pisze..:PP
przynajmniej pierscionek nowy dostane:PP

hmmm….
czasem dobrze jest się odważyc…..prawda?!

No i marzenia się jednak spełniają….a przynajmniej te niektóre…:PPP

Póki co dostałam jakoś tak w tym roku troszkę przed czasem prezent gwiazdkowy…..
sama zresztą go sobie zafundowałam….
ale w końcu mam swojego….no prawie tylko swojego….laptopa….:))

Prawie bo młoda jest w jakiejś małej…. ale zawsze…… części współwłaścicielką….
i nawet zbytnio się nie kłócimy o niego: PPP
w końcu to co moje jest tez i Jej……:))))

hmmm…..czyli że  facetem   też mam się podzielić?!
Wychodzi na to że też…:PPP
Zresztą On i tak już sam się podzielił na nas dwie :))

i jakoś nikt nie narzeka…a nawet jeśli się przydarzy to i tak tylko na chwile :PP

jeszcze tylko z przeogromną cierpliwością na net czekam…..
a później to już błogie sieciowe szaleństwo :PPP

w pracy kocioł….jak zawsze zresztą…..
program płacowy śni mi się po nocach….jakby przyjemniejszych tematów do snów nie było :PP
i chyba szybciej ręcznie tą wypłatę bym zrobiła niż na nowych zasadach….
Ale na razie się nie poddaje….

Dyrektor znowu dokarmia mnie ciastkami bo stwierdził że mu chudnę w oczach…
Szkoda że w moich oczach nadal ważę tyle samo :PPP

No ale faceci podobno widzą inaczej…..pewnie dlatego że w ogóle są inni:PP
I może właśnie dlatego są tacy kochani?!

Prawda?!

I niech tak już zostanie…..:))))

od kilku lat nie lubiłam daty 16 pażdziernika…bo kojarzyła mi sie z moim ślubem….
a wiadomo…po rozwodzie to taka data jest raczej kolcem cierniowym niż miłym wspomnieniem….
aż do wczoraj….
cały dzień od poczatku do końca był wyjatkowy….
bo i nowy nabytek bedę mieć wcześniej niż na gwiazdke….
i kusić nocami w sieci naiwnych samców będę..:PPPP

i przemiła wieczorna wizyta była…
na która w głębi duszy miałam ogromną nadzieje…i prosze …
wystarczy pomysleć i juz jest:))*

a poza tym dobrze jest sie czasem określić…..:)

gdyby jeszcze nie to że w drugim przedszkolu od dłuższego czasu panuje szkarlatyna…
która wkońcu dotarła i do naszego przedszkola….
no i oczywiście pierwsze dziecko które zachorowało jest z grupy mojego Aniołka….
więc jak w dym za kilka dni młoda załapie to paskudztwo…
bo Ona zawsze łapie wszystko to co niepotrzebne….
i na pewno nie ma tego po mamusi….:P

..

no i w sobote Boruh wkoncu doleciał…ku przeogromnemu miłemu zaskoczeniu…bo fakt…mówił że będzie ale kto by mu wierzył..:PP
tak więc swoje obiecane muszelki z nad morza otrzymałam….a jak:)))
a tak w ogóle to ten „mój ukochany” jakiś duży się zrobił przez te wszystkie lata….ale tak korzystnie duży…:PP
za to gdy wracał do domu spotkał miejscową zbieraczke puszek…która wzburzona była niezmiernie bo ludzie ogryzki do kosza wrzucają i Ona później ręce ma brudne…:PP
a że Boruh dobry chłop jest to dał kobiecinie 2 zeta na mydło…:PP

za to moja gwiazda po moim powrocie do domu usiadła przy mnie podpierajac się o stół…jak stara baba..i pyta..:
- jak tam w robocie?
zdziwienie na mojej twarzy przeogromne ale odpowiadam….
- no dobrze…
- nikt nie uciekł?
- nie….
- żadna oknem nie uciekła?
- no nie….
- czyli dałaś rade?
- no dałam…
- no i dobrze….
poczym poszła do pokoju….nie ma jak twórcza i konkretna rozmowa z mamą po powrocie z pracy do domu….nikt Jej nie może zarzucić że sie nie interesuje…prawda?!

za to wieczór z księciem zaliczamy do udanych….
ja dzieki Jego opiece nad moimi bliskimi mogłam iść na wieczorną impreze z okazji dnia nauczyciela….
i mimo wcześniejszych moich zahamowań i obaw bawiłam się znakomicie….popijając nieraz…i tańcząc co sił w nogach…
dawno sie tak nie bawiłam…
ostatnio to chyba dawno….kiedy byłam szczęśliwa….
czyli wniosek nasuwa sie sam…
skoro tańcze i spiewam znaczy że szczęśliwa jestem ….:))
i oby tak dalej..:)*

nawet jak troszke wstawiona jestem….ale to przeciez wówczas same plusy są…prawda..?!

dzis mija miesiąc od kiedy Tata dostał udar….
całe szczęście że wszystko skończyło sie na tyle dobrze i teraz powoli sam juz robi wiele rzeczy…
jutro pójdzie sam odebrać młodą z przedszkola….
no może tak nie do końca sam…bo w obstawie Bartka…
ale jakby nie patrzyc to bez osoby dorosłej….
mam nadzieje że sobie poradzą…

co do młodej to zaczął się okres kaszlu….
i znowu chodzę podirytowana bo od samego słuchania małego kaszalota mam ciarki…… nie wspominajac juz o małym wnerwie…
a tak teraz będzie już do wiosny….aż przestaniemy palić w piecu i na dworze pogoda sie ustabilizuje….ehhhh

cierpliwości daj mi Boże….

co do Antonio to ostatnio został przegnany przez mojego dyrektora i do dziś milczy…biedaczek…:PP
za to Boruszek proponował mi przelecennie……się….paralotnią……za co bardzo gorąco mu podziękowałam…..
nie jestem pewna czy sie odważe na jego ptaka a on mi tu z paralotnią wyskakuje..:PPPP

 a jeśli chodzi o pierwszego z szeregu to ma ciężki żywot ze mną…..
bo wnerwiam się zbyt szybko….
a myśle dopiero po czasie…
a On mimo wszystko czeka na mnie pod  ośrodkiem….
sprawiając tym samym przemiła niespodzianke…
i juz mu współczuje bo znowu załapałam jakieś dziwne klimaty w głowie….

ale poradzimy sobie…:))

poza tym zauwazyłam pewna zależność….
im bardziej jestem szczęśliwa tym mniej pisze na blogu…
a jak łapie schizy to odrazu mam weme twórczą….

jaki z tego wniosek????!!!

..

z racji tego że moja córka potrafi rozbroić totalnie tak więc każdego dnia mi o tym przypomina….
bo wiadomo mama coraz starsza i z pamięcią bywa różnie…

podczas wizyty Bartusia młoda zapytała czy może zjeść kolejnego batonika…
z moich ust padło pytanie:- a musisz?
na co młoda pełna powagi:
- no nie musze..ale chce..!

prawda że za taką szczerość nie mogłam jej odmówić..?!

innym razem pytam ją o coś i stwierdziłam całkiem niepotrzebnie że kto w takim razie ma wiedzieć o co chodzi…
i mogłam lepiej nie pytać….bo
usłyszałam że najwazniejsze że Jej mózg wie o co chodzi…..i koniec tematu…:PP

i jak tu Jej nie kochać….:))

za to bursztynek jest przepiekny…..:))
zdobi pieknie moja szyje….:)

i myśli mam takie że cały czas się uśmiecham……:))
ehhhh
jeden „mały” książe a ile szczęścia…:)*