..

zniewoliłam pilota…jednego…
że aż zadedykował mi swoje podniebne loty…
i zakochany we mnie będzie jeszcze przez 9 dób….:))
dobrze że nie dup..:PP
pózniej to juz w tygodnie przejdzie i nic jak na akord przejśc…:PP
no ale cóz ja moge poradzic na to że „ptaka ” ma pięknego…i nad głową mi nim lata..:PP

skojarzenia są…??
i dobrze……maja być :PPPP

a cała reszta robi sie jeszcze piękniejsza…..

….

o ile to w ogóle możliwe to jestem zakręcona bardziej niż ustawa przewiduje….
a powodem całego zamieszania jest moja nowa praca w której  myslą że ja tak potrafie wszystko i najlepiej odrazu zrobić…
no może i ja na inteligentną wygladam…ale chyba zacznę im mówić że to tylko pozory…..:PP
a pozory bardzo często mylą….ojjj mylą..:P

Tata coraz lepiej…juz sam się ubiera…sam się goli…i bez kul po mieszkaniu chodzi….a wczoraj to nawet kazał sobie garaż otworzyć i opelka odpalił….:)) a to juz bardzo dobry znak..:)
w związku z tym ja jestem spokojniejsza…i nie jma co ukrywać szczęsliwsza…:))

chłopacy w pełni wykorzystują swoje darmowe minutki na mnie…z tym że ksiąze zdecydowanie z większą częstotliwością….
no rzec by mozna że nie tylko minutki wykorzystuje….:PP
a ja jakoś się nie sprzeciwiam…..:)))

za to Antonia ma wątpliwości…..
no coż…… teorii nie popartej działaniem trudno się na dłuższą mete trzymać….:PPP
a koniec miesiaca bliski…..:PP

..

Tata czuje sie lepiej….
przeniesli Go na zwykłą sale…
i fakt…wczesniej trudno było uwierzyć w to że będzie lepiej….teraz jest juz znacznie łatwiej…
co nie zmienia faktu że nadal sie martiwę…i to bardzo….

lęk o najbliższych jest ponad wszelkie z lęki spowodowane rozpoczęciem pracy w nowym miejscu…
póki co sobie radzę…nie wiem jeszcze jak długo tak dam radę…

za to książe zdobywa góry…ku mej ogromnej zazdrości….
ale przeciez nie możemy wszyscy jednocześnie być szczęsliwi…
musimy cieszyc sie urokami życia na zmiane….

i przechwala się że On zawsze jest przygotowany….zawsze gotowy…i zawsze daje radę…
przy tym trzeszczy…i brzęczy przy wtórze apelu jasnogórskiego wydobytego z dzwonów górkiego kościółka….

a castingu na współpiechura nie zrobił i skończył z mięczakiem..:PPPP
tak to jest kiedy sie mnie w góry z soba nie zabiera…..:))

za to młoda przeszczęsliwa bo tatus zgodził się na dzbanek z pony….i w niedziele na Mszy dumnie nosi dary do ołtarza…
moja miłości…:)))))