..

no to za chwile zabiorą mi biurko a razem z nim komputer….
czyli zostanę odcięta od świata aż do odwołania…
jesli wróce to już siedząc w poprawczaku….
czyli w miejscu które wywołuje oburzenie u każdej osoby która o tym słyszy….
a ja w ten rój os sama się wepchnełam…
zostane wyklęta przez otoczenie…..!

póki co facet z mostu juz mi się dziś tłumaczył że jutro ma urlop i się nie spotkamy….
za to dał mi swój numer telefonu…
i nawet dużo nie protestował kiedy powiedziałam że jeśli uznam że też chce żeby miał mój to wówczas zadzownie…
a wszystko dlatego że zapytałam jak ma na imię co by wiedzieć kto się codziennie rano do mnie usmiecha….:PPP

zaczepna jestem……wiem..:PP

co nie zmienia faktu….że nadal kochana:)))

..

najpierw schował mi spinke tak że szukałam jej dobre 10 minut…
później specjalnie tak postawił swojego buta że oczywiscie sie o niego potknęłam…
zamiast masażu wciskał mi guzik na „on”…
a na koniec nie pozwolił pójść spać przed północą…..
i na dodatek twierdzi że ja groźna nie jestem……

ojjjj..chyba trzy razy się teraz zastanowie zanim znowu zaproszę do nas…:PPPPPPPPPP

a tak poza tym było przemiło:)))))

..

mam teraz całkiem skuteczny sposób na młodą….
wystarczy że strzeli focha./..najczęściej bez powodu…lub tylko dlatego że jest nie tak jak Ona by chciała to wówczas wystarczy że powiem:
- oj czekaj..zaraz zadzownie do Jareckiego…..
- ale ja przecież tylko sprawdzam co jest za drzwiami…. wcale sie nie obraziłam…

no proszę jaka skuteczna metoda…:))) odrazu mam aniołeczka w domu…:))

teraz jest u babci…bo dzieciaczki juz wróciły..
ale jak ciocia Sylwia zadzwoniła wczoraj żeby młoda dziś też do nich przyszła to reakcja powaliła nawet mnie…:
- oooo….jest ciocia czyli że wkońcu będę mogła pograc na komputerze….!!!

nie żeby cieszyła się na samą ciocię…ale ten komputer…!!!
szczera jest przynajmniej…:)))
po mamusi…..:PPPP

..

przekonać mnie do czegoś nowego nie jest rzeczą łatwą…
bo ja mimo że bardzo chce to jednak więcej sie boję…
a przekonac mnie do spontaniczności jest jeszcze trudniejsze i dlatego najlepiej wziąść mnie z zaskoczenia…
tak jak wczoraj….:))

nie miałam zbyt ani czasu ani mozliwości dyskutowac że nie ma mowy żebym sie zgodziła….
i nie żałuje…

młoda jazdą z przodu….nie wspomne już o siedzeniu za kierownicą….poprostu zachwycona….
a ja można powiedzieć że upiłam się szczęśliwością dnia wczorajszego…a zwłaszcza jazdą motorem…
nic dodać nic ujać nie można….

no może tylko do jednego moge się przyczepić…
bo o ile przejazdem obok komisariatu się zbyt nie przejełam…to skreceniem w lewo na rynek i owszem….
i jeszcze trochę sobie na ten temat pomarudze….
bo nie można tak matki stresować….!!

i nie radze się śmiać……:PPP

coprawda Martyna mi powtarza że nie moge się za to gniewać….bo Ona jest zadowolona….więc cóż mi pozostaje..?!
broni tych chłoaków conajmniej jakby ich lubiła….:PPP
ja tam nie wiem za co:PPPP

mimo to jeśli można to poprosze o więcej takich uroczych dni…

a co…jak szaleć to szaleć..:))

..

czy tylko mi jest zimno czy ogólnie zapanowało ochłodzenie?
całkiem mozliwe też że zadziałał tak na mnie nadmiar negatywnej energii …

Martynka ostatnio rano wysyła chłopakom wiadomości na gg i jaki jest okrzyk radości jak dostanie odpowiedź…:))
zresztą ostatnio powiedziała…że ma być…najlepiej zaraz….więc ja tam się w ich dialogi nie wtrącam..:))

za to ostatnio facet z kiosku pyta mi sie jak sie jeżdziło na motorze…
- no jeździ sie badzo dobrze…
- jak to jeździ? to znowu byli…?
- no byli już tyle razy że straciłam rachube…( odpowiedziałam pełna nadzieji że tyle wystarczy żeby zakończyć temat….ale jakże się myliłam…)
chwile pomyslał i mówi..:
- a jaki to motor jest?
- kawasaki!
- ja tez miałem kiedys „etezete”…

no i wybuchnęłam śmiechem…bo niby co? miałam się tym zachwycić?
i zowu mu sie „podryw” nie udał….
za to ja się ubawiłam….po pas:)))

..

mam dziś przeogromna ochotę zniknać…schować się…
żeby nie musieć temu wszystkiemu stawiać czoła….

dlaczego każdego dnia muszę udowadniać że silna jestem…?!
że z wszystkim dam sobie rade..?!
i udawać że się na czymś znam…lub że to żaden problem dla mnie…?!

przerażona jestem…..coraz bardziej…
i coraz mniej przekonana o własnych umiejętnościach….

to jest jakiś koszmar…z którego nie moge się obudzić….
najgorsze jest to że zrezygnowac nie mogę….bo wstyd…
a po co w ogóle się w to pchałam….

mogłam sobie zostać spokojnie….będąc nikim ważnym na cieplutkim krzesełku przed kompem…
później miałabym rok na znalezienie czegos innego….
czas dla młodej….
spokój….

mało ambitne….?
 mozliwe…ale ilu ludzi tak żyje i jednocześnie mają przy tym jak pączki w maśle…
nie umię rzucić wszystkiego i na wariackich papierach zaczynać coś nowego…
boję się zmian…nie lubie ich…

może młoda miała racje mówiąc:
- co sie dzieje z ta Polska…lepiej zamieszkać w innym miejscu….:!!

najlepiej tam gdzie nikomu ani tym bardziej sobie nie musiałabym udowadniać że dam sobie radę…
żeby nie musieć każdego dnia martwic się kto zajmie się młodą kiedy ja tego nie będę mogła zrobić…
żeby nie martwić się co będzie jutro i czy w ogóle będzie….

samej jest cholernie trudno…..
jak bardzo bym się nie starała…samej jest trudno….
tylu rzeczy nie jestem w stanie przeskoczyć….

wkońcu pękłam….
narazie prosze mnie nie zbierać….

:))

długi weekend jak to pięknie nazywa się kilka wolnych dni okazał się nieprzyjemny aurowo ale za to był cakiem wesoły…:)
zaczeliśmy od piątkowych imienin u prababci gdzie poprostu było jedno wielkie rodzinne szaleństwo…:))
istnieje przypuszczenie że własnorecznie spiłam Ciocie Hanke…
ale Ona z racji tego że za 6 miesięcy zostanie babcią w ogole nie protestowała przeciwko kolejnej kolejce…
może tylko prababcia miała coraz groźniejszą minkę i nawet zaczęła butelki z trunkami znosić ze stołu…
ale to i tak na nic się zdało bo wujaszkowie wnosili je ponownie drugimi drzwiami…:))
nawet masaze były….:PPP
a wuja Wojtek profesjonalnie zajmował się myciem rączek małych księżniczek….:)))

co do księzniczek to moja miała  duzo czasu do zabawy z własnym księciem bo nawiedził nas nieoczekiwanie wprowadzając nielada popłoch w mieszkaniu…:PP
bo młody jest to jeszcze nie wie że kobiete trzeba o wizycie uprzedzić…..coby zdązyła się ogranać choć troszkę….:PP

coprawda później  prawie musiałam się prosić o to żeby z Nim pogadać bo młoda nie odstępowała Go na krok…
ale akurat to moge Jej wybaczyć….:))

szkoda tylko że się niewyspałam…:PPPPPPPPPPPP

a wracajac do wizyty młodej u babci….
stały razem na balkonie kiedy młoda mówi..:

- Babciu klamerka lezy…
- no widze…a podniesiesz….?
- nie…przecież Ty tu mieszkasz
- to nie podniesiesz mi?
- nie…to przecież Twoje dom….

no i diablica mała nie podniosła tej klamerki do dzis…a jak ja zapytałam dlaczego tego nie zrobiła to usłyszałam..:
- urlop mam!!!

no i powaliła…..nie dosc że nie pomogła babci bo to nie jej dom to jeszcze podsumowała to stwierdzeniem że nie moze sie przemęczać bo ma wakacje….
za kim to taka wredota to nie mam pojęcia…:)))

a prezent śliczny…..bardzo śliczny:)))

..

takiego obrotu spraw się nie spodziewałam….
totalnie zaskoczyła mnie treść wczorajszej rozmowy…:

- to jest nowy dyrektor ośrodka opiekuńczo wychowaczego który tu będzie działał od września….a to pana nowa sekretarka….!!!

aż mnie wcięło…ale zachowując opanowanie przytaknęłam i podałam dłoń….
dopiero później głównego sprawcę zapytałam o co chodzi…
i okazało się że skoro znowu w listopadzie mam się martwić czy urząd mi umowę przedłuzy to chyba lepiej jak odrazu wskocze na nowe stanowsiko..zresztą od początku miał mnie na myśli….
a czy sobie poradzę….On tego nie wie…ale chyba warto spróbować….

no chyba rzeczywiście warto….bo nie dość że prowadziłabym cały sekretariat to jeszcze sprawy kadrowe tez były by moja działką…
więc zawodowo to dla mnie kuszące wyzwanie….
i nawet nie mam zamiaru mysleć że nie dam rady….
muszę dać…!
choćbym miała wyc po nocach próbujac nauczyć się czegoś nowego…dam radę…

szkoda mi tylko rozstać się z Anką…i z dzieciaczkami…
dobrze mi było w świetlicy….ale tu bedę miała okazje rozwinąć skrzydła…i wkońcu spełniać się w tym co studiowałam…

i tylko jedna rzecz mnie przeraża najbardziej….

że to poprawczak jest…..!!!

ale w gorszych miejscach ludzie pracują i jakoś dają radę…więc chyba i ja sobie poradze….prawda?!

zwariuje zaraz…
po pierwsze przez pogode….
po drugie przez niedostyt miłości…
po trzecie przez wieczną niepewność jutra….
po czwarte przez brak netu w domu….
po piąte przez niespełnione marzenia…
po szóste przez coraz mniejszy poziom cierpliwości…
po siódme przez niepotrzebne nieporozumienia i brak kodów…
po ósme przez nadmiar kilogramów w jednych miejscach…i zbyt mało w biuscie:P

a wszystko dlatego że kobieta przed okresem jest więcej niż wkurzona….
i irytuje ją dosłownie wszystko…a najbardziej właśnie takie poranki…

dobrze że przynjamniej młoda jest grzeczna….
i wczoraj nawet z dziadkiem w te ich zdrapki wygrali aż 14 zł..!!
i znowu maja powód żeby wierzyć w sens drapania…:PPPP

Slash mój drogi a chodzi mi mniejwięcej o cos takiego….:

http://www.3skarby.pl/bizuteria/Zegarki/srebrny-zegarek-1502.html

:)

książe przybył punktualnie ponownie wprowadzając mnie w zakłopotanie kolejnym piękny bukietem…
młoda dostała gre edukacyjną więc jak widać książe dba o każdą strefe odwiedzanych kobiet…
i tą intelektualną młodszej i  emocjonalną starszej :))

tylko istnieje ryzyko że się do tego rodzaju prezentów możemy zbyt szybko przyzwyczaić….
a odzwyczaić później kobiete od przyjemności jest niezwykle trudno…:PPPP
więc lepiej się dobrze zastanowić….:PPPP

w każdym bądź razie popołudnie spedzilismy bardzo sympatycznie….:)

za to rano młoda obudziła się z opuchnietą powieką której właściwie otworzyć nie może….tak paskudnie Ją coś ugryzło…
i wyglada teraz jak bokser po walce…..
przynajmniej przez cały czas może sobie spać jednym okiem..:PPP
bo pogoda i tak nie zachęca do niczego innego……:P

co do nowych poczęć….to naprawdę się cieszę…..bo najważniejszę to szczęscie otaczających nas Aniołów…..:))