//

uwielbiam być taka szczęśliwa jak wczoraj…
i tylko ci którym bardzo zależy potrafią doprowadzić mnie do takiego stanu…..
ale od początku….:)

młoda wkońcu doczekała się swojego księcia bo Jarecki razem z drugim jeźdźcem nawiedzili naszą małą mieścinę na przecudnym rumaku o melodyjnej nazwie Kawasaki….
jak tylko usłyszałam ten dźwięk to zgubiłabym młodą na schodach:PPP

po wymianie prezentów…młoda im laurki…Jarecki młodej pluszaka…z którym później oczywiście spała…
a mi…i tu uwaga…kwiaty!!….czym zaskoczył mnie na tyle że musiałam swój rumieniec i zakłopotanie schować za ramiona tego drugiego…:))
ale to bardzo przyjemne uczucie było…:))

nastepnie spacer i wszystko co było z nim związane wprowadził mnie w tak błogi nastrój że do dziś jestem rozanielona…
i nawet bałagan w całym mieszkaniu związany z remontem w kuchni nie jest w stanie wyprowadzic mnie z równowagi..:PP
a od jazdy motorem do dziś mam gęsia skórke od podekscytowania…..:))

jak widać coś co dla innchy jest niczym wielkim dla mnie jest przeogromną dawką szczęscia….
i właśnie na takie chwile warto czekać…..:)
oby nie zadługo:PP

szkoda tylko nogi Martynki….
ale przecież uprzedzałam że rura jest ciepła….
naszczęscie była tak uszczęsliwiona wizytą ( co dało się zauwazyc po ilości przytulania ) że nawet zbyt wiele nie płakała….
ehhh…
dziękuje:)**

..

już dawno nikt nie dał mi tak wspaniałego prezentu jak ten który dostałam dziś…..
most dwoja serc sprawił że zabrakło mi słów…za to łez wzruszenia miałam aż nad to……
dziękuje….:)))**

….

byłyśmy wczoraj po pracy z młodą na plaży….
bo przecież upał taki że żal w domu siedzieć….
no i wkoncu miałam okazje zaprezentować się w mym nowym stroju…
i musze przyznać że nie jest źle:PPPP
Martyna szalała w  wodzie jak mały dzikus…
i dziś znowu pójdziemy:))

za to  jak dowiedziała się o tym iż Jarecki zadzwonił i że przyjedzie to powiedziała tylko jedno zdanie:
- „No i nie można było tak odrazu?!”
no właśnie…..nie mozna było?

ojjjjj Ona Was wszystkich postwawi do pionu….razem ze mną włącznie:PPP

/

no i jestem o kolejny rok starsza….i nawet mi z tym dobrze:)))
może dlatego że jakos nie odczuwam zbytniej róznicy między dniem wczorajszym a dzisiejszym…:PP
no może tylko to że znowu:PP jestem piękniejsza:PPP
o ile  w ogóle można bardziej:PPPP

Aniołek narysowała dla mnie piękną laurkę i przecudnie zaśpiewała mi sto lat…że az się wzruszyłam….:))
imprezka z domu przeniosła się na cypel bo pogoda ku temu sprzyjała….
dzieciaczki pluskały się w wodzie a my spożywałysmy w granicach rozsądku kolejne procenty…
bo co jak co..ale 31 to trzeba było opić…..:))
ale proszę mi wierzyc ilościowo wcale nie było tego tak wiele….:)

i bez tańców takich jak u tego przy którym Vin Diesel wymięka też się obyło..:))
no troche tu przesłodziłam…bo mało jest takich którzy Mu dorównują ale niech będzie że moja strata..:PPP

a Pindzia jakiś lękliwy się zrobił…..i nic tylko przez kolano by przełożyc….bo przeciez jak można się aż tak bać…:PP
no ale cóż mozna oczekiwać od takiego Dzieciaka jak on..?:PPPP

za to Jareckiemu w pięty poszło po tym jak młoda stwierdziła że to bardzo nieładnie tak za Nią nie tęsknić…
i skoro jeden może niespodzianke zrobic to i drugi by mógłby ….
i teraz niech książe się stara zadowolić księzniczke….
a niech się stara:))))
i nawet juz zaczął..:)

młoda do tej pory jeździła na rowerku o 4 kółkach….
i kiedy wkońcu stwierdziliśmy że czas najwyższy odłączyć te małe i nauczyć się jezdzić na dwóch to okazało sie że rowerek jest za mały i młoda zachacza kolanami o kierownice…..
no i w żaden sposób nie da rady Jej teraz uczyć bo to bez sensu skoro zamiast jechać to praktycznie stoi….
więc najpierw musze kupić nowy…większy i dopiero wówczas rozpocząć nauke….ehhhh

za to kiedy powiedziałam Jej rano że ma buziaki od Piotra to reakcja powaliła by każdego..:
- o matko…znowu? czy on nie ma co robić z tymi buziakami? nie ma nikogo do całowania czy co?

po czym dodała że Jarecki też by mógł przyjechać bo co on sobie myśli tak za nią nie tęsknić…..:)))

no i bądź tu miły dla kobietki…:PPP

za to ja wkońcu po 6 latach….bo aż tyle czasu potrzebowałam….doszłam do wniosku że jednak chciałabym znowu być żoną:))
może kiedyś:)))

no i proszę…jedna wizyta a jakie potrafi zdziałać cuda..:))
bo dla niektórych 60 km to wcale nie jest tak dużo.. 
raptem niecała godzinka……:PP
bo jak się chce to w każdej chwili mozna je pokonać…
i 350km to przecież też nie koniec świata…..prawda?

a za to jaka radość w moich oczach…..
i wdzięczność przeogromna….
i szczęście ponad miare….

nawet jeśli jesteś nieokiełznanym marcholtem….:PPP
to zawsze będę się cieszyć że jestes:PPP

artykułów o naszej klasie było juz w prasie mnustwo….
zarówno tych które stwierdzały ze ten portal  to same plusy jak i tych które twierdziły że to jednak minusy…
ale ten który przeczytałam wczoraj był poprostu powalajaco „głeboki”…:PPPP

a mianowicie można sie było z niego ….tego artykułu oczywiście….dowiedzieć że na naszej klasie wcale nie szukamy kolegów ze szkół ..jak to się nam wydaje….tylko naszych dawnych pierwszych miłości….

bo to są miłości utracone….
a co za tym idzie niedokończone……a poniewaz pozostały w fazie zakochania…a to oznacza ze w naszej wyobrazni są z każdym rokiem coraz doskonalsze…więc i wyidealizowane…..dlatego szukamy ich żeby do nich powrócić i przenieśc do teraźniejszości…

i wówczas podczas spotkania okazuje się że nasze duchowe i erotyczne powroty do przeszłości często wszystko komplikują….
bo przecież facet z dawnych lat wcale nie jest taki fajny jak kiedys…
tylko jest łysiejącym małym przygrubym karakanem….

i właśnie dlatego stara miłość jednak rdzewieje i lepiej nie przekonywać się o tym na własnej skórze….

matko kto pisze takie głupoty…?!

gdybym rzeczywiście na nk szukała tylko swoich dawnych miłości oznaczałoby ze miałabym ich tyle ilu mam ludzi w gronie znajomych..:PP
a poza tym moje dawne miłosci po tych wszystkich latach wygłądają o wiele korzystniej niz kiedyś…
poprostu ciacha..:))
a tych łysych lubie nawet bardzo….:)
a jak ktoś za szczenięcych lat był niskiego wzrostu to nie oczekujmy ze nagle będzie miał 190 cm:PP

i już nasze babcie mówiły o tym że stare miłości nigdy nie rdzewieją jesli były mocne i prawdziwe …
 a komu jak komu ale babciom trzeba wierzyć:PP

i mimo że nie mam babci to  tego sie bede trzymać:PPPP

a zmieniając temat….mamy tu pełno małych pajaczków które nieoczekiwanie wchodzą tam gdzie nie powinny i jest wówczas pisk w swietlicy…..ojjj jest pisk..:PPPP

całe wczorajsze popołudnie mogłam nacieszyć się słodką maleńką Dorotką….bo przyjechali do nas w drodze na wczasy…
słodkości nasze ślicznie zasuwa już na czworakach jak mała wyścigówka…:)))
ale musze przyznać że jednak fajnie mieć juz taką odchowaną Królewne jak moja..:))
tyle juz sama potrafi zrobić….że aż miło…:))
oczywiście do przedszkola musiała iść w nowych ciuchach które dostała od chrzestnego….bo inaczej byc nie mogło..:))
a co do maleństwa…
to daje sobie  jeszcze na to 4 lata…:)))
później będzie już po ptokach..:PPP

a co do zazdrości…..to czasem słodko odczuć jej małe szczypnięcie….
byle nie za dużo…
ale fakt faktem….drobne gesty powodują że odrazu cieplej robi się na serduchu….:)))

pogoda nadal niestety nie pozwala na zaprezentowanie mi się w mym przepięknym nowym stroju kąpielowym…
ale coz..poczekam jeszcze cierpliwie na przeogromną ilość promieni słonecznych…
jakby co to w przyszłym roku też podobno ma być lato..:PP

co do weekendu to sprawił że uśmiecham  się cały czas do własnych myśli….
i przyznaje że jest mi z tym dobrze….
coprawda póki co oczarowna jestem narazie tylko pauzami między jednym a drugim słowem…
ale ja nigdy wymagająca nie byłam:PP
i oby takich odwaznych odruchów było więcej….:)))

….

ostatni dzień półkoloni…
i właściwie to nawet dobrze..bo oni są jacyś tacy znudzeni dziś….ciagle niezadowoleni….
i albo mają za dużo w tyłkach albo sami nie wiedzą czego chcą….
i mam już ich dość….
aczkolwiek to podsumowujac całość to nie było tak źle…..
tylko że trzeba było im organizować  czas od pierwszej minuty do ostatniej….
bo sami nie potrafią zorganizowac sobie ani czasu ani zabawy…
i dlatego najbardziej męczą mnie właśnie dzieci bez wyobraźni…a co za tym idzie własnych pomysłów….
no ale cóz….
całego świata się nie zbawi….

za to młoda wczoraj była bardzo grzeczna…bawiła się znakomicie…..
bidulka tylko raz niewyrobiła zakrętu i dźwiękła się tak konkretnie że az mnie zabolało….
ale tylko chwile popłakała i pobiegła dalej….
później weszła na tę wysoką zjeżdżalnie bo była pewna że da radę ale wysokość ją przeraziła i jakis pan musiał po nią wejść i zjechać razem z nią….
a na koniec zdeżyli się głowami z zieńciem mym Michałem i ma śliwkę pod okiem….
ale to tylko drobiazgi bo wróciła przeszczęśliwa….:)))

a co do oczarowania….to odległość nie stanowi tu żadnego problemu….
byle by się chciało…..wówczas wszystko jest możliwe….