co do meczu to jestem w pełni zadowolona…piękny prezent imieninowy od Hiszpanów dostałam..:))
sobotnia impreza mimo przeogromnego bólu głowy też sie udała….zresztę w niedziele były poprawiny…:)
od Tatusia kolczyki dostałam….oczywiście z zielonym oczkiem…:)
a dziś pan który zawsze rano mówi mi dzień dobry mnie mnie poznał….
„Pani…bo pierwszy raz widze pania w kiecce….a nie mozna tak częściej..?!”
no moze i mozna….ale po co?:PPPP
i  przez przeogromny pozytywny przypływ energii sraciłam weme twórcza i kompletnie zapomniałam co miałam napisac…:PPPP

wczoraj wylosowałam Anioła Sukcesu….
co jak dla mnie to bardzo dobra wróżba….
najlepsza karta tarota jaką mogłam wybrać..:))

jednak typowo babskie spotkanie przy piwie ma swoje plusy..:))

gdyby jeszcze ta wrózba się spełniła…..

nie jest prawdą że człowiek staje się madrzejszy z wiekiem….
a już na pewno nie dotyczy to facetów…
bo właśnie na starość zaczynają się puszyć i wmawiać wszystkim w koło i przede wszystkim sobie że przecież oni jeszcze dadza rade..
że niby on nie może?!
że niby już nie tyle..?!
a właśnie że tak!
i później dzień ojca kończy się tak a nie inaczej…
a rano ściemnia się wnuczce że jest się uczulonym na alkohol i że już pić nie będzie….
tia…
nie będzie…aż do następnego razu….

i jakoś siły i ochota na cokolwiek mi uleciały…

..

to był bardzo intensywny weekend…z racji tego mam niedobory snu ale za to energii i pozytywnego myslenia mi nie brakuje….:)
zaczeło sie już w czwartek…ale o tym juz wspomninałam…
w piątek impreza z braku Sirola i jego połowicy dla mnie już od samego początku była udana…
jak widac czasem czyjas nieobecność juz od pierwszych minut może wywołać zadowolenie..:PP
coprawda skoków przez ognisko nie było….które zresztą dyżurny strażak nam rozpalił i pilnował co by nie zgasło…
ale inne niezidentyfikowane konkursy i owszem:))

w sobote córka ma tańcowała w rytm muzyki na amfiteatrze….
z przyszłym zieńciem mym który na koniec imprezy stwierdził: „dla mnie bomba”:)))
a niedzielny dzień mimo że naprawde już nie kręcą mnie strongmeni…bo jednak troszke za duzi są…to mimo wszystko dzień zakończyłam w ramionach Michała Szymerowskiego…i nawet delikatny był:)))

..

wczorajszy wieczór mozna zaliczyć do udanych…
mecz na cyplu w tak przystojnym towarzystwie z piwem w ręcę rekompensuje nawet tak niespodziewaną przegraną Portugalii…
za to na dzisiejszą impreze nie mam ochoty w ogóle…
bo jakoś nie chce mi się ścian podpierać…ale cóz…nie poddam sie bez walki:PP

zakończenie w przedszkolu wywarło pozytywne wrazenie…
Martynka powiedziała wierszyk który w calosci przytocze:
„Jasio mocno trzymał za ręce tatusia …Marte pocieszała zmartwiona mamusia..”..prawda ze pieknie..:)
a jaka była dumna jak udało sie Jej to wypowiedziec bez błędu z głową dumnie podniesioną…ehhh…
no zdolna ta moja córcia…zdolna….za mamusią oczywiście..:))

wczoraj akurat w sam raz na poprawę humoru dostałam płytke „debiut” Czesława Mozila znanego bardziej jako Czesław Śpiewa….
i polecam każdemu…poprawia samopoczucie w sposób pozytywnie nieprzewidywalny…:)))
bo przecież bedziemy piękni jak dawniej i bedziemy działać sprawnie..:)

kolczyka niestety nie znalazłam…
za to u fryzjera byla i piękna  jestem…..aż dech zapiera:PPP
ale co do tego to chyba wątliwości brak…prawda Aniele?

a dziś znowu dostałam kwiatki od dzieci…w podziękowaniu za pomoc w nauce…i się wzruszyłam..:))

….

postanowiłam kupić sobie strój kąpielowy….
plan ambitny…ale niestety nie tak łatwy w realizacji jak by się wydawało…
poszłam z pięknym uśmiechem na twarzy do sklepu pełna wiary że wśród tylu wiszących na wieszaczkach znajde ten jeden jedyny…
bo ne te w necie jakoś nie umiałam się zdecydować….
ale jakże się pomyliłam…..
po 5 przestałam liczyć te które przymierzałam ogładałam lub na sam widok kręciłam nosem…

a to w jednym wyglądałam koszmarnie….(co akurat zrozumiałe)
a to w drugim nie wyglądałam w ogóle…

uparałam się żeby jakoś uwydatnić biust…(nielada wyczyn w momencie kiedy ma sie jedynie biustu zarys)
ale niestety…
jedne jeszcze bardziej go spłaszczały…co było przeciwieństwem moich zamierzeń…
inne były tak sztywne że można by sobie głowe o nie rozbić gdyby znalazł się jakiś śmiałek gotowy wówczas do mej piersi się przytulić…
no i poległam…
opuściłam sklep już bez uśmiechu…
i nic nie pomogły pocieszenia pani że teraz tak jakoś dziwnie te stroje robią…a panie z dużym biustm też maja problem w dobraniu odpowiedniego stroju….
i to miało mnie pocieszyć?>
jakoś nie pomogło…

a do tego kolczyk zgubiłam…

jakis czas temu młoda zachorowała na laptopa o czym juz wspominałam…
i po którymś jej marudzeniu powiedziałam że jak uzbieram kase to na gwiazdke zrobimy sobie taki właśnie prezent…
no i to był mój bład..
bo młoda chodzi teraz i pyta kiedy ta gwiazdka już będzie…

jedyny plus to taki że nie woła na inne pierdoły żebym szybciej potrzebną kwotę zdobyła…
co i tak graniczy z cudem…bo pół roku to wcale nie jest tak wiele jak na takie plany..:P

gorzej że zaczęła być jużna tyle upierdliwa z pytaniami że musiałam cos wymyslić…..:

- jak nie przestaniesz marudzić to zmienie zdanie….
- a jak nie będę marudzic?
- to się zastanowie…
- no ale mamus jakbyśmy kompuer mieli……itd…itd…

no to powiedziałam że nawet nie chce słyszec słowa komputer…bo jesli jeszcze raz je wypowie to zdanie zmienie na pewno…
ale i na to znalazła sposób….

teraz chodzi i mówi…
- mamus ale jak marudzić nie będe…to się zastanowisz?

no i co mam powiedzieć? przeciez słowa komputer nie wypowiada…..:))
no i przescignęła mnie przebiegła bestia….oj prześcigneła..:))

a co do innych spraw…to tego że usłysze że za chuda i za koscista to się nie spodziewałam….
lepiej późno nic wcale prawdę usłyszeć;:PPP
a teraz tłumacz sie oj tlumacz….:PP
może dam się ugłaskac:))))

czasem strasznie trudno nadać życiu sens…
bo doprowadza nas to do szaleństwa…
z drugiej strony życie bez sensu jest torturą niepokoju i próżnych pragnień…
pytanie czy takim sensem może byc miłośc?
podobno nie można udawać uczucia i nie należy cynicznie podchodzic do miłości albowiem wobec oschłości i rozczarowań tylko ona jest wieczna i trwała…
a co jeśli nam się tylko wydaje że ona istnieje a tak naprawde jej nie ma?!

mówią żeby nie dręczyc się wytworami wyobraźni bo wiele obaw rodzi się ze znurzenia i samotności….
a co jeśli nie ma nic takiego czym by glowe i serce wypełnić..?!

o wiele łatwiej jest nie szukać tylko wmówic sobie że miłości nie ma…
a może nie trzeba szukać tylko poprostu kochać?!

Ciebie Aniele przecież też nie szukałam…Ty sam mnie odnalazłeś…
i mimo że Cie nie czuje to cały czas jesteś…
gdybys jeszcze nie był jak ten przysłowiowy pies ogrodnika….

….

weekend całkiem przyjemny…
mimo że raczej się nie wyspałam..ale za to pośmiałam się do łez…
gdyby jeszcze mimo wszystko spotkać „milczacego” michuraja:PPP było by cudnie….
może być nawet moim prezentem imieninowym….nie miałabym nic przeciwko…:PP

młoda w sobote była na występach gościnnych w Strzelnie…
przebrana za kujawianke śpiewała  jak to pani Basia powiedziała pełna piersią…
wróciła taka szczęsliwa że nakręcona była jeszcze do końca dnia…
podobno zjadła wszystko co dawali a na koniec w drodze powrotnej w autokarze poprosiła jeszcze o drożdzówke bo podobno głodna była…
i wysiadła później cała umorusana w lukrze..:)))
szkoda tylko że znowu kaszle..

poza tym twarda miałam być…a rozanielam się aż za bardzo….a przecież to tylko słowa..:))
za to jak miłe….
zaczynam się uzalezniać:)))