od jakiegoś czasu mamy problem ze sprzątaczką…
plegający na tym że kobieta nagle zaczęła się czepiac wszystkiego…
a to że nie ma listy obecności( nie moze miec bo jest na umowie zlecenie)…
a to że nagle nie wie jaki jest jej zakres obowiązków..itp.
i tak jak do tej pory była upierdliwa w sposób miły tak teraz jest upierdliwa w sposób nie nadajacy się do zniesienia…
dostała polecenie żeby umyła okna…co potraktowała stwierdzeniem że te okna nigdy nie były takie czyste…
jak dla mnie to było równoznaczne z odmowa umycia..ale wg niej oznaczało to że okna nie nadaja się do umycia tak odrazu…
bo to nasza wina…bo nie są odpowietrzone…bo nie otwieraliśmy ich każdego dnia na przynajmniej 2 minuty…
a poza tym ja musiałabym przynajmniej rok sprzątac w świetlicy żebym zrozumiała dlaczego okna nie można tak poprostu otworzyć i umyć….

a dziś się wkońcu wyjaśniła tajemnicza przyczyna braku umytych okien….

najpierw trzeba je odczarować…!!
i teraz jedno myje…ale najgorsze jest to że myjąc je wypowiada przy tym jakieś dziwne zaklęcia….!

no i zaczynam się jej bać…
bo jak teraz na mnie rzuci jakis czar….?!
to nie dość że już ładna nie jestem to może jeszcze młoda nie będę…:PPP

nie ma jak w pracy:)))

….

mam juz zdjęcia z weekendowego wypadu….i napatrzyc sie nie moge jaka ta moja córcia śliczna..:))
ehh…i pomysleć że jeszcze tydzień temu byłam w zupełnie w innym miejscu….

żeby przypadkiem smutno mi się nie zrobiło to zajadam sie sernikiem..:))
a poza tym wystarczy spojrzeć na fotki i odrazu robi sie cieplej na serduszku..:))

co do młodej to miała wczoraj troszke ciężkie popołudnie…
bo nie można czegoś obiecywać a słowa nie dotrzymać….
Ona później zbyt mocno to przezywa….

a tak poza tym to albo Antonio stracił pamięć albo go jakas inna omotała….
jedno z dwóch….

….

wczoraj do Martynki przyszedł  Tatus…bo jest na urlopie….
pierwsza reakcja nie była pocieszająca…dla Niego…bo młoda nie chciała nawet oczu otworzyć…
ale pózniej było juz tylko lepiej….
zwłaszcza że spełniło się Jej marzenie i dostała piekny domek Fifi….a do tego jeszcze ogród Fifi…
i cała w skowronkach siedziała i nie mogła sie nacieszyć….
siłą zagnałam Ją do mysica o 21….
ale juz od rana tylko domek był najwazniejszy….
a że z racji strajku nie poszła dziś do przedszkola to juz od 7 rano siedziała na podłodze z prezentami od Tatusia..:)))

za to jak wczoraj pani w przedszkolu zapytała Ją jak było na łonie natury….to pierwsza odpowiedz jaka padła…:
- a wie pani ze tam są bujawki!!

nie ma jak z tak ogromnej ilości pięknych widoków zapamietac bujawke…:PP
ale lepiej to niz fakt że coniektórych koń osikał..:PP

a poza tym tego że była kierowcą to na pewno nie zapomni…:)))

ehhhh
dobrze tak czasem podładować akumulatorki…..:))

…….

co do weekendu to moge napisać tylko jedno…
ze specjalną dedykacją dla najbardziej zainteresowanych….
było…..MIODZIO:)))))))

z tym plackiem to mówiłam powaznie….!

jestem w miejscu na ziemi gdzie problemy przestaja mieć znaczenie…
to takie  moje małe miejsce gdzie poza biciem serca nie liczy się nic więcej..
uciekłam tu z całą moja miłością….
i tak bardzo załuje że nie moge zostac na stałe….

póki co próbuje nacieszyć się na zapas..:))

czasem mam przeogromną ochotę zniknąć…tak na chwile…
żeby w spokoju wszystko sobie poukładać…
ale później okazuje się że tak najbadziej ukryłabym sie tylko w Twoim sercu…
bo to ostatnie miejsce w którym ktoś by mnie szukał….
tymbardziej że sam mnie tam wpuściłeś….i nadal otulasz ciepłem ramion…:))

i własnie tych porannych słów mi brakowało…

a tymczasem jestem juz gotowa na delektowanie się wytworami Bożej ręki…:))

…….

facet z ksiosku mnie wykończy uparcie twierdząc że wpadłam mu w oko…
no to mu poradziłam żeby je przemysł wodą to na pewno wypłyne…
a on na to że chciałby dostać ode mnie jakąś pamiatke…
a co to ja jestem? cepelia czy jakis inny sklep pamiątkowy?!
i im bardziej ja mówie nie to on ze tak mówić powinnam albo przynajmniej być może…
kolejny który twierdzi że ja tak mówić nie umie…

a ja bardzo chętnie powiem…i owszem…
tylko musiałby wygladac jak Vin Diesel albo przynajmniej go przypominać…
wówczas nawet w miłośc mogłabym uwierzyć…

nie żebym na złudzenia narzekała Aniele….
bo zawsze lepiej  mieć troche niż w ogóle…ale sam przyznasz że  do pełni szczęścia to jeszcze daleka droga…prawda?!

co do „jesteś szalona” to i owszem posłuchałyśmy z młodą dobrze się przy tym bawiąc ale więcej utworków to bym nie dała rady..
zresztą po tym jednym musiałam się naprostować polskim hip-hopem a skończywszy na JaRulu i kulminacyjnym punktem dnia byli Szybcy i wsciekli…po raz kolejny…
ale cóż ja mogę na to że mam słabość do tego faceta i samochodów z nitro..:PP
hmmm…miodzio..:)))))
cos zbyt hormonalnie naładowana jestem ostatnio…..
ehhh…a ile mogłoby być z tego przyjemność….:PP

….

dzieci są jak kwiaty….rosną nie wiadomo kiedy….
tak jak moje Slońce….
aczkolwiek gwiazdeczka wczoraj piosenki nie zaśpiewała bo podobno tak się z Izą śmiały że nie dało rady ich uspokoić…
ale szczere chęci też się liczą….
jeśli wrodziła się w mamusie to jeszcze sobie w życiu pośpiewa….
coprawda ja od kilku lat jakoś niewiele razy sobie pozwoliłam na taką  przyjemność z róznych powodów ale ostatnio zauwazyłam że się zapominam i nawet czasem cos nuce….:)
lepiej niech się wda w dziadka…On podśpiewuje przez cały czas..:)))

poza tym niektórzy są jak jo-jo….zawsze wkońcu wracają….
nawet po wielu latach….
nawet po kilkunastu….

tylko czasem im się coś po drodze plącze…..