………

19 nakłuc…tyle Martynka musiała mieć zrobione żebysmy wiedzieli czy jest na cos uczulona…
testy nie wykazały żadnej alergii….
chyba że tylko mój wstręt do wydawania nadmiernej gotówki…bo aż lepiej nie bedę wspominać ile mnie to kosztowało….
w każdym bądź razie młoda pomimo tego że nic nie wyszło to cały czas mi się tam dusiła kaszlem….
i teraz przynajmniej wiem juz dlaczego….
pomieszczenia w których bylismy były 4 dni temu malowane…
a ona jak sie okazuje ma wrażliwe oskrzela na właśnie takie zapachy….
ja nie czułam nic….a młoda się dusiła…
no i z jednej strony dobrze wiedzieć że żadnej alergii nie ma…ale z drugiej strony całe zycie bedzie mieć przerąbane….
czy nie mogła po Najważniejszym wziąść tylko śliczne niebieskie oczka….a nie problemy z oskrzelami..?!

ale dzialna była przez całe badania….nic nawet nie pisnęła…aż z dumy prawie lewitowałam nad ziemią..:))

poza tym mimo że od maja będę bezrobotna to póki co nawet nie zauważam że za oknem mimo wiosny nadal zima…
ciekawe czego to obajw…?!:P

święta-błogo spędzony czas wśród rodziny…
impreza urodzinowa była znakomita- młoda oczarowana prezentami…..
jedynie czego Jej brakowało to życzeń od Najważniejszego…
nawet żóbróweczką sie podzieliłam jak to określiłam podczas nalewania z teściem przyszłym niedoszłym..:P
a co mi tam….skoro tym razem cała flaszeczka była tylko dla mnie to czemu nie miałam odrobinę oddać innym?!
a w drugi dzień świąt nawalił mi kręgosłup a profesjonalny masaż który miałam robiony wieczorem bolał bardziej niż przyczyna bólu…ale przynajmniej był skuteczny….
a poza tym dziękuje za miłosć…z daleka i blisko…gdyby jej i ciebie nie było zniknęło by wszystko…

ps. naprawdę brakowało mi gg…:))

…..

przez dwa dni wydawaliśmy żywność dla potrzebujących…mleko…mąka i ser…
ludzi nawet sporo..ale połowa z nich wg mnie w ogóle nie powinna korzystac z tego typu pomocy…
bo skoro ktos podjeżdża super bryką…ubrany jest w firmowe ciuchy to chyba raczej stac go na mleko…
a może się myle…?!
a od jutra mam wolne……najpierw przedświąteczne zamieszanie a później błogie lenistwo….:)) do końca miesiąca…:))
a od kwietnia witajcie dziadkowie z domu dziennego pobytu….

……

sobotnia impreza wyśmienita co potwierdza ilość wypitej żubróweczki..:))
za tydzień powtórka z rozrywki….bo w niedziele poza tym że to święta bedą to wyprawie urodzinki młodej..już 5! i mojemu tacie..78:)) no i znowu będzie wesoło…mam taką nadzieje:))

młoda jakby troszke mniej kaszlała…a co najważniejsze nie kaszle juz w nocy…ale kropeki cały czas dostaje..
dopiero tydzień przed wizyta u arelgologa musze je odstawić żeby wynik testów wypadł prawidłowo…

a poza tym przez chwilke byłam szczęśliwa…
cudowne uczucie….szkoda że tak krótkotrwałe…
najgorsze w tym wszystkim jest to że znowu musze się przestawić na inny tok myslenia…
taki bezosobowy….bezmiłosny…bezpłciowy i bezowocny…
ale jak to mówią w zyciu piękne są tylko chwile….:))

muszę przyznac że chciałoby się powiedziec komuś :

Oddam Ci więcej niż będziesz chciał jeszcze razem będziemy się śmiać
Z tego co było z grzechów i kłamstw Wcišż pamiętam Twój uśmiech sprzed lat
Warto próbować pomimo ran Nie pozwolę Ci więcej się bać
Zaczšć od nowa chcesz Ty i ja Tylko proszę nie zostawiaj mnie tak
Bo wszystko co mam co dał mi świat Noszę w sobie by kiedyś Ci dać

nie lubię Steczkowskiej…ale akurat ten tekst mi przypasował….ma w sobie wszystko to za czym tęsknię…
i wszystko co chciałoby sie wyraził słowami…
tylko  że czasem nie ma  komu..albo poprostu nie ma się juz ani sił ani odwagi żeby kolejny raz próbować..
poza tym może to rzeczywiście są tylko puste słowa….

coś znowu zbyt sentymentalna i zbyt romantyczna robię się na wiosne…

co do arelgologa to umówiłam się na prywatna wizyte która będzie odrazu po więtach….
do maja czekać nie będę a na dziecku nie mam zamiau oszczędzać….
mimo to próbuje ją odczulać na własne sposoby i dzis pierwsza noc od bardzo dawna minęła bez kaszlu…
musiałm nawet młodą rano budzić bo tak słodko spała….
ciekawe jak teraz jest w przedszkolu..?!

poza tym stwierdziła że ma nowego chłopaka..BARTEK SULICKI…ze starszaków…
bo  skoro Wiktor wyjechał do Anglii to przecież nie będzie za nim czekać…..
czasem mnie przeraża….mam nadzieje że w przyszłosci będzie bardziej wierna swoim wyborom:))

……..

no i byłyśmy u lekarza….osłuchowo czysta…dostałyśmy skierowanie do arelgologa…
najbliższy wolny termin na 12 maja…będę musiała coś prywatnie poszukać bo przeciez to zbyt odległy termin…
do tego czasu to i ja i młoda padniemy od tego Jej kaszlu….

w pracy jakoś żadnych widoków na lepsze nie ma….
w sercu też pustawo…..
ciśnienie ostatnio też zbyt mi spada…
ogólnie to przytłoczona szarością życia codziennego czuje się wymiętolona….

a młoda powiedziała wczoraj że Ona nie chce mieć męża..ani teraz ani poźniej….bo i po co?
jak to po co? żeby samemu nie być i mieć kogo kochać a przy tym być kochaną….
musze ją właściwie naprostować…
ja tam chciałbym mieć męża….
tylko najpierw musze go znaleść….

….

młoda znowu chora……kolejne nieprzespane noce…nic nie pomaga…
i znowu do lekarza…i znowu kolejne lekarstwa…a przeciez od trzech tygodni cały czas jest na nich….
ja już słuchać nie moge tego Jej kaszlu…i sił już nie mam … z wszystkim sama…
powinnam wykrzyczeć w twarz że przydałoby się chociaz troche zainteresowania….ale komu…?!
zmęczona jestem tą odpowiedzialnością w pojedynke….
ale przecież ze mną i tak nie można się nigdy dogadać….
więc po co się starać i próbować….
najlepiej się wycofać….

do tego znowu musze zacząć się prosić o przedłużenie umowy….a rozmowa z nimi to jak ze ścianą….
znajomości nie mam to i przedłużenia brak….
rozgoryczona jestem….rozczarowana….zawiedziona….

i w ogóle to potrzebuje jakiegos doładowania….

..

szykowałam sobie rano śniadanie do pracy w ilości dwóch sztuk jogurtów i bułki…młoda tak na to popatrzyła i nagle krzyczy:
- Mamuś rozczarowałas mnie…jejku jak Ty mnie zawiodłaś….
- ale czym?
- az tyle jedzenia bierzesz do pracy? przeciez jak to zjesz to bedziesz gruba!
i poleciała dziadkowi powiedziec że ją zawiodłam bo spakowałm sobie aż dwa jogurty…..

i po co mi jakiś rygorystyczny trener jak mam taką nadzorczynie….
z tego wczorajszego marcepana też już mnie rozliczyła….

ale jak Jej Wiktor który wyjezdża do Anglii do taty powiedział że on tu wróci bo zostawia tu swoją dziewczyne która jest w ciązy
( miał na mysli oczywiście Martynke) to stwierdziła żeby już takich bzdur nie gadała bo ona tylko troche za dużo zjadła na obiad i dlatego ma brzuch większy a nie że odrazu w ciązy jest…..
ale po chwili dodała:
- Mamuś a jak już będę duża i to dziecko mi dupką wyjdzie to jak mu mam dać na imię?

czy ona na pewno skończy dopiero 5 lat?!

poza tym skoro On już nie chce tego czytać to dla kogo ja mam to pisać?!

……..

już dawno nie odnotowałam aż tak dużego zainteresowania moją osobą….
aż zaczęłam się zastanawiać czy to przypadkiem nie jakaś ukryta kamera jest…
bo nagle okazuje się że ja piękna jestem…i warta wszystkiego….
i zabiegają i podchody stosują na różne sposoby….i gimnastykuja się…
nie powiem że to nie miłe jest bo bym skłamała….
przyjemne uczucie być adorowaną….
i bardzo poprawia samoocene….:)

ale nic nie wskórają…bo ja zarezerwowana jestem….:))