…….

udało mi się odzyskać notki z bloga ze stycznia…dobre i to…:)

z młoda jeszcze wczoraj wieczorem się pokłociłysmy i znowu mnie z płaczem przepraszała….
bo dostała kare że nie wolno było jej jeśc słodyczy…a co zrobiła?…zabrała ciastko i schowała się żeby je zjeść…
zorientowałam się jak już prawie całe ciastko pochłonęła…no i znowu była wojna…
może te nagłe zmiany ciśnienia tak na nią działają…?!
chociaż porównujac ja z innymi dziećmi…np. tymi ze świetlicy to ona aniołeczek jest…:)) i to bardzo mądry aniołeczek..:))zna więcej liter niż niektóre dzieci ode mnie z pracy..

np. wczoraj na zajęciach z Damianem mówie..:-
- Damian powiedz mi jakie znasz cyferki?
a on myśli….patrzy po suficie i mowi:
- ą…u…
no to pokazałam mu cyfre 6 i pytam co to jest…
- 2?
- nie
- 7?
- nie Damian nie zgaduj…
no i wymienił wszystkie inne cyfry poza tą właściwą….
a on w pierwszej klasie jest…drugie półrocze…literek nie zna…więc czytac nie umie…cyferki mu się mylą….
więc ja sie pytam kto takie dziecko bez dojrzałości szkolnej posłał do szkoły?
i jak panie w tej szkole z nim pracują? poprostu w dupie mają takie dzieci jak Damian…i tyle…
a poźniej tylko płaczą jakie to one przepracowane nie są….
szlag mnie trafia…
bo dzieciak fajny…ale niedouczony …niedopilnowany bo nie ma się nim kto zająć…
a dwie godziny w tygodniu u nas cudów nie zrobia…błędne koło..
a radni jeszcze sie zastanawiają czy świetlicy nie zamknąć….pewnie…bo i po co pomagac dzieciom….
im mniej bądą wiedziały tym więcej głupot się im wmówi….
chwilami żałuje że nie urodziłam się w jakiś lepszych czasach…
bo teraz będzie strasznie trudno obronić Martynke przed bandą tych wszystkich idiotów…
ale tak łatwo się nie poddam…

że cały czas mam w głowie piosenke Linkin Park  Shadow of the day to jeszcze rozumie….
ale dlaczego nagle przypomniał mi się głos kolesia z System of a down to już nie mam pojęcia….

młoda miała dostac dziś szczepienie….poszłysmy do przychodni…
gdyby była chora to nie ciągnęłabym jej na zastrzyk ale od niedzieli nie wydobyła z siebie nawet małego kaszelku….
a co zrobiła w przychodni?!
nie wiem czy to ze strachu czy z jakiego inego powodu ale zaczęła tak kaszlec że aż sie dusiła…fakt tam było strasznie ciepło i takie suche powietrze ale to jeszcze nie powód żeby nie móc sie uspokoić…
lekarka na mnie że jak mogę takie chore dziecko przyprowadzać na szczepienie…przecież ona musi najpierw wyzdrowieć….itd….
zapisała mi leków za 50 zł….
a młoda jak tylko doszło do niej że szczepienia nie bedzie to kaszel jakby ręka odjął…nic…nawet małej chrypki nie miała…
myslałam że ją ubije….
w takich momentach mam dość…wszystkiego…
pewnie że ją zwymyslałam…nie krzycząc ale cicho patrzac głeboko w oczy…a to chyba jeszcze gorsze…
zaprowadziłam do przedszkola i poszłam do pracy….nawet na nią nie spojrzałam….
a teraz siedze i mysle czy nie za ostro postąpiłam….

więc zadzwoniłam żeby zapytać czy może rzeczywiście kaszle….
a Pani mówi ze nic a nic…że szaleją bawią się…biegają i tańczą i ani razu nie kaszlała….
no i ręce mi opadły….no bo prosze jaki cud się stał…
ale poprosiłam ja do telefonu i przeprosiłam za to że zbyt mocno zareagowałam….
bo kocham ją ponad wszystko….i nie potrafie i nie chce być na nią zła….
mimo że czasem naprawdę by się przydało….
ale przecież jest moim jedynym największym skarbem….
nawet jak robi ze mnie wariatke w przychodni i zmusza się do kaszlu byleby nie dostać zastrzyku…
po kim to takie przebiegłe jest…??!!

……

widziałam dziś pierwsze przebiśniegi….piękne…więc przeciez powinno być ciepło…a tu jak wiało tak wieje….
i znowu gardło mi wysiadło….cholery można dostać….

ale przynajmniej wczoraj zrobiłam porządek w szafie…z pierdołkami do których najwyższy czas przestac mieć sentyment…
i uzbierały się tego  dwie duże reklamówki…a Martynka tylko pytała…”Mamus to ty juz tego nie lubisz…?”
no coż…z niektórych rzeczy czas wyrosnąć…
ale tak to jest z kobietą przed okresem…bardzo produktywna jest….
tylko nie ważcie się zabierać jej wówczas marcepanów…bo nogi przy samym tyłku powyrywa…

…..

właściwie nie wiem jak i dlaczego ale ktos mi ukradł bloga którego prowadziłam 6 lat…
wiele rzeczy rozumię ale jakoś nie potrafie tego że znika coś co było ponad 6 lat….
i nagle poprostu tego nie ma…i nikt nie potafi wytlumaczyc dlaczego tak się stało….
i tak oto 6 lat poszło w cholere….
coż…
załozyłam od nowa….jak znowu zniknie to kolejny raz juz nie załoze….

dostałam ostatnio pismo z przychodni wzywajace na szczepienie dla młodej…nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt że koperta była zaadresowana na Szymańskš Lucyne….
no juz kiedys miałam inne nazwisko ale żeby to to sobie nie przypominam….
a wyszło tak dlatego że paniš w przychodni nie chciało sie sprawdzić w kartotece że nie mam takiego samego nazwiska jak córka…
bo to przeciez tyle pracy….dobrze że nie jestem czepliwa….

za to dzisiejsza noc była tragiczna…sšsiedzi z dołu kłocili się tak przerazliwie że chyba cały dom ich słyszał…zwłaszcza jš…
bo darła się bezsensu jak wariatka…ale ja wyrozumiała jestem..wkoncu każdy ma prawo czasem sie pokłocić..
nawet jeśli to jest środek nocy…ale kiedy ta wariatka zaczeła rzucac czyms o ściane i uderzać w kaloryfer to nie wytrzymałam i walnęłam kilka razy w podłoge krzyczšc żeby sie wkońcu zamknęła…..poskutkowało i zapanowała wkoncu cisza…
mogłam to zrobić pół godziny szybciej…..byłabym bardziej wyspana….

poza tym wiosna sie robi….:)